wtorek, 27 września 2011

Opowiadanie- Artykuł życia; cz.1


Cris był zmęczony podróżą. Opierał się o burtę wypatrując brzegu. Płynęli już tą łodzią trzy godziny. Jak na koniec września było piekielnie zimno. Gęsta mgła sprawiała, że jedyne co widział to dwa, może trzy metry wody przed sobą. Wilgoć osadzała mu się na twarzy drobnymi kropelkami wody. Wiatr właził pod ubranie powodując dreszcze.
Rzucił okiem w stronę sterówki. Borg spokojnie manewrował mimo zerowej widoczności.
Jedynie ten człowiek zgodził się zabrać go do Mystville, małej osady rybackiej na północy półwyspu. Droga lądem trwałaby pewnie ze trzy dni zwarzywszy na fakt, że nie prowadziła tam żadna asfaltowa szosa, a do pokonania byłoby pasmo ośnieżonych już o tej porze gór. Pieprzone odludzie, pomyślał Cris, ale czego ja się spodziewałem biorąc ten temat?
Pięć dni temu do redakcji przyszedł list. Ktoś z Lygensteidt przysłał wiadomość, że jest dobra historia. Jakieś mętne wzmianki o miejscowej legendzie, potworze, o tym, że ludzie się boją. List wywołał ogólną wesołość, ale Cris zdecydował się tym zająć. Od dłuższego czasu nic nie opublikował i grunt powoli zaczął mu się palić pod nogami. Jeszcze tego samego dnia wykupił bilet na pociąg i z rana był w Tordois. Ostatni bastion cywilizacji, jak powiedział taksówkarz wiozący go na przystań. Prom na szczęście odpłynął jeszcze przed południem. Po dwóch godzinach był w Lygensteidt, po drugiej stronie zatoki. Faktycznie różnicę widać było gołym okiem. Powietrze śmierdziało rybami i gnijącymi wodorostami. Wzdłuż nabrzeża ciągnęły się obskurne, metalowe hangary, od lat przeżarte korozją. Chciał znaleźć kogoś, kto by go podrzucił do Mystville. Skonsternowany napotkał jedynie na przeczące kręcenie głowami i przedłużającą się ciszę. W końcu ktoś mu polecił zapytać w wędzarni. Tam właśnie spotkał Borga, rybaka z Mystville, który przypłynął do Lygnesteidt sprzedać  ryby i zrobić w mieście zakupy.
Mężczyzna chętnie zgodził się zabrać Crisa na pokład i tak właśnie fotoreporter zbliżał się do celu podróży.
Cris szczelniej opatulił się płaszczem i wyjął paczkę papierosów z kieszeni.
- Pan się nie martwi! Będziemy na godzinę przed zmrokiem w wiosce. W knajpie będzie można coś zamówić do przegryzienia, stary Benny pewnie i pokój gościnny przygotuje, a i różnych historii nasłucha się pan pod dostatkiem- odezwał się brodacz w wełnianej czapce stając za sterem. Stukot silnika zlewał się w jedną melodię z chlupotem fal ciętych przez dziób kutra.
Dziennikarz odpalił papierosa i głęboko się zaciągnął.
- Interesuje mnie ta jedna historia o dziewczynce z lasu. Może pan coś by mi opowiedział, mógłbym zamieścić pana nazwisko w artykule.
Borg, właściciel łodzi zmarszczył czoło, po czym odwrócił wzrok w stronę niewidocznego za ścianą mgły horyzontu.
- Nie radzę się zbytnio interesować tym tematem. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Dobrze panu radzę, niech pan wraca do domu, na pewno znajdzie pan inną historię. Jutro z rana będę płynął do Lygensteidt, zabiorę pana.
Cris uśmiechnął się pod nosem. Pierwsza oznaka, że trafił na perełkę. Co w tym temacie jest takiego, że ludzie boją się nawet o tym mówić?
-Nie. Dziękuję bardzo, ale nie wrócę. Przynajmniej zanim nie dowiem się prawdy. Albo mi pan pomoże, Borg, albo znajdę w wiosce kogoś innego kto opowie mi tą historię.
Brodacz zamyślił się na chwilę, po czym kiwnął głową.
- Dobrze, powiem co wiem na ten temat. Ale i tak nie wydaje mi się żeby mi pan uwierzył.
- Zobaczymy.
Rybak spojrzał w dal i przez chwilę milczał.
- Wszystko zaczęło się jakieś pięć lat temu. Była jesień. Straszna burza, wiatr wiał z niesamowitą siłą, deszcz zacinał a fale rozbijały się o skały zatoki z takim hukiem, że się spać całą noc nie dało. Około północy ludzie w domach przy nabrzeżu usłyszeli płacz dziecka. Jeden z mieszkańców zdecydował się wyjść na zewnątrz i sprawdzić skąd dobiega ten głos. Na plaży znalazł trzy, może czteroletnie dziecko. Mała dziewczynka płakała cała ubrudzona wodorostami i przemarznięta. Nikt do dziś nie wie skąd się tam pojawiła. Już po pierwszych dniach okazało  się, że z tym dzieckiem jest coś nie tak. Nie pozwalała się do siebie zbliżyć, spała w stodole i jadła razem z psami. Do tego nie znosiła ptaków. Rodzinie, która się nią zaopiekowała, wydusiła w nocy wszystkie kury. Po kilku dniach do wsi zawitała stara pustelniczka i jak się okazało była ona jedyną osobą, która potrafiła zapanować nad tym małym potworkiem. Zdecydowała się ją zabrać i na nieszczęście zezwolono jej na to. Trzeba było to dziecko wykończyć póki była ku temu okazja.
- Jak to, chcieliście zabić małe dziecko?
- Widzi pan, to nie było zwykłe dziecko, co to, to nie. To był demon, który przybrał formę dziewczynki dla naszej zguby, wszyscy zgodnie to przyznają. Pewien jestem również, że to on załatwił w końcu biedną Stellę, tą pustelniczkę.
- Czyli opiekunka dziewczynki nie żyje?
- No, tego nikt nie może być pewny… Od czasu kiedy Stella zaopiekowała się dziewczynką odwiedzała naszą wioskę dużo rzadziej, aż w końcu nie pojawiła się wcale. Nikt do końca nie wie w którym momencie zniknęła, ale nim się zorientowaliśmy, że już się nie odwiedza naszej osady mogły minąć i ze dwa lata.
Cris spojrzał pytająco na brodacza, który wzruszył ramionami.
- Nikt za nią nie przepadał, a przychodziła nieregularnie i rzadko. Zazwyczaj chciała coś tam kupić i zaraz wracała do siebie. Gdy już zaczęto mówić, że nie widziano pustelniczki od dawna sprawą zainteresowało się więcej ludzi. Raz wysłano jakiegoś dzieciaka do chatki staruszki, żeby zobaczył co i jak, ale co dziwniejsze ten chłopiec też zaginął.
- Nikt nie próbował go szukać, zebrać większą grupę dla pewności? Przecież chyba nie podejrzewaliście jeszcze tej dziewczynki? Nikt nie wie co się stało. Może w tym wszystkim nie ma nic niezwykłego?
- Obawiam się, że jednak prawda jest bardziej ponura. To nie jest koniec historii. Na początku nie podejrzewaliśmy niczego złego, ale faktycznie jak zaginął dzieciak Goodwillsonów trzeba było się tą sprawą zająć na poważnie. Ludzie się zebrali i wybrano cztery osoby, które zgłosiły się na ochotnika do wzięcia udziału w poszukiwaniach. Wrócił jeden Willy. Opowiadał później, że chata pustelnika była pusta więc postanowili się rozdzielić i przeszukać okolicę. Gdy szedł przez las wydało mu się, że zobaczył postać dziewczynki biegnącą między drzewami, lecz gdy pobiegł w tamto miejsce, nie znalazł nikogo. Po jakimś czasie usłyszał przerażony krzyk jednego z kompanów i śmiech dziecka. Rzucił się biegiem w tamtą stronę i widocznie zobaczył coś przerażającego, bo do wioski pędził jakby go sam diabeł gonił i po powrocie był w tak głębokim szoku, że przez dwa dni bełkotał bez ładu i składu. Gdy udało się nam doprowadzić go do jako takiego stanu nie umiał sobie przypomnieć, albo może nie chciał wracać pamięcią do tego, co zastał w tamtym miejscu. W każdym razie trzech dorosłych mężczyzn nigdy nie wydostało się z tego lasu. Od tamtej pory nikt nie zapuszczał się już w stronę pustelni Stelli.
- I od tamtej tego czasu słuch o dziewczynce zaginął?
- Nikt więcej  nie zniknął, choć kilkakrotnie ktoś wracał z lasu przerażony twierdząc, że widział dziecko w lesie. Pewności nie ma, wiadomo, że ludzie wiele zrobią, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale coś w tej historii musi być, przecież wypadki sprzed roku, o których opowiadałem miały miejsce, a biedny Willy do dziś nie jest w pełni normalny, jeśli wie pan o czym mówię?
- Wydaje mi się, że tak. Dziękuję, że zdecydował się pan mi o tym opowiedzieć, Borg.
- W porządeczku, ale powiem jak przyjacielowi, nie szukaj pan guza, bo go pan znajdziesz, ot co. Jutro mogę pana odwieźć do Lygnesteidt.
Cris nie odpowiedział. Mgła zaczęła się przerzedzać i przed dziobem dziennikarz dostrzegł światła osady. Niebo robiło się coraz ciemniejsze i najwidoczniej nadchodził zmrok. Łódź zwolniła wpływając do zatoczki.
Borg podpłynął do kei i rzucił linę na brzeg, zgasił silnik i wyszedł zawiązać cumy. Cris wysiadł z łodzi z plecakiem na ramionach i rozejrzał się po okolicy. Wieś była niewielka. Kilka większych budynków wzdłuż nabrzeża musiało pełnić role zabudowań gospodarczych. Dalej dwie drogi prowadziły w górę wioski gdzie drewniane chaty stały rozsypane po zboczu wzgórza. Zatoczka, w której mieściła się osada wcinała się dość głęboko między góry. Stoki porośnięte lasem ginęły w mlecznobiałej mgle. Wąska plaża otoczona była skałami i stanowiła jedyne dogodne miejsce do zejścia na ląd.
Fotoreporter rozejrzał się i znalazł wzrokiem gospodę, o której mówił mu rybak. Poprawił plecak i ruszył przed siebie.
W zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu mieszkali ludzie, których historia musiała w końcu wyjść na światło dzienne. Samotny reporter uzbrojony jedynie w aparat fotograficzny i notatnik  wybrał się na kraniec świata, by zbadać jedną z mroczniejszych legend współczesnej historii. Legendę,  która mogła okazać się prawdą. W myślach zaczęły się kształtować pierwsze zdania artykułu…

piątek, 23 września 2011

Malowany Człowiek

Nadszedł wrzesień, powrót z wakacji, chłodniejsze dni i dłuższe wieczory. Nastrój idealnie nastrajał by wziąć do ręki ciekawą książkę i zagłębić się w lekturze.
Z pomocą przyszedł znajomy, który pożyczył mi swoje książki: Malowany Człowiek i Pustynna Włócznia.
Saga składająca się z 3 części, z których ukazały się dotychczas tylko dwie pierwsze, została wydana w Polsce w 4 tomach, po dwa na każdą część. Grube cegły z początku nieco mnie przeraziły wizją niekończącego się czytania, na które już od października nie będę miał czasu, ale rzeczywistość okazała się o wiele lepsza.
Całość połknąłem w niecałe 3 tygodnie. Zaznaczam przy tym, że w tym czasie miałem na głowie trochę innych spraw i dałoby się przeczytać Malowanego... i Pustynną... za jednym zamachem. Dosłownie!
Powieść Petera V. Bretta jest osadzona w fantastycznym świecie, gdzie ludzie za dnia spokojnie wychowują dzieci, pracują i bawią się, by z nastaniem zmroku chować się za ochrony runiczne przed powstającymi w mroku potworami. W tym świecie śledzimy losy Arlena, Rojera i Leeshy. Ścieżki trójki bohaterów, z których każdy ma swoje problemy, splatają się i jak łatwo się domyślić wiążą razem. Wszystkie postacie zostały przedstawione w sposób ciekawy i zróżnicowany, ich sposób myślenia, charakter i temperament jest odmienny, obracają się w świecie równie realnym, gdzie można spotkać zarówno szlachetnych przyjaciół, jak i bezwzględnych zakapiorów.
Wielowątkowość fabuły może na początku trochę przytłaczać(3 historie, które nie są ze sobą powiązane przeplatają się wzajemnie), ale z rozwojem wypadków zgrabnie łączą się w spójną całość.
Autor stworzył powieść, która jest kompletna i co najważniejsze przykuwa do lektury na długie godziny. Polecam wszystkim miłośnikom fantastyki i nie tylko. Zagłębiając się w świat stworzony przez Bretta będziesz świadkiem fascynującej historii, która trzyma w napięciu od początku do końca.
PS. Ostatni tom sagi ma się pojawić w 2012r. w oryginale, zapewne na polską wersję przyjdzie nam poczekać do przełomu 2012/2013.